poniedziałek, 8 lipca 2013

"Wyścig Śmierci" Maggie Stiefvater - recenzja


Tytuł: "Wyścig śmierci"
Autor: Maggie Stiefvater
Wydawnictwo: Wilga
Rok wydania: październik 2012
Liczba stron: 488
Moja ocena: 8/10


Zanim przeczytałam tę książkę miałam nielada dylemat - kupić, czy nie kupić? Swoim opisem i pewnym skojarzeniem z "Igrzyskami Śmierci" tak mnie zaintrygowała, że strasznie chciałam posiąść ją na półce. Niestety mój portfel nie był tgo samego zdania... Do bólu ziało w nim pustkami... W Internecie jednak znalazłam ebooka i już ten sam wieczór spędziłam z e-czytnikiem :) Wszak posiadanie oryginalnej książki jest dużo bardziej przyjemne: ten zapach, wygląd i świadomość jej posiadania na łeb bije czarno-biały wyświetlacz... Czy żałuję, że nie kupiłam tej książki? Zaraz do tego dojdziemy...
"Wyrzuciłam więc z legend o koniach wodnych wszystko, co nie było mi potrzebne i tak powstał Wyścig Śmierci, historia, która właściwie wcale nie jest opowieścią o koniach wodnych, czy innych duchach."

Maggie Stiefvater, autorka cyklu "Drżenie" w swoich powieściach nawiązuje do legend i mitów. Jednakże jak sama pisze - modyfikuje je i wyciąga z nich tylko to co jej odpowiada. Bardzo lubię takie odniesienia, interesuję się bowiem mitologiami, a na historii był to jeden z moich ulubionych tematów. Muszę przyznać, że autorka dość zgrabnie wplotła wizję o niebezpiecznych koniach each uisce.

Czym są each uisce? To wodne, groźne stworzenia wabiące ludzi do morza, gdzie tam w głębinach są pożerani... Miłe zwierzątka, prawda? 


Cała akcja rozgrywa się w Thisby - niedużej wyspie, z dala od innych znanych nam lądów. To na niej urodziła się i wychowała Puck Connoly (Jej prawdziwe imię to Kate, ale przez znajomych zwana jest Puck :)) która zeszłego roku, tego czasu straciła na morzu rodziców i siłą rzeczy zamieszkuje dom tylko z braćmi, a nawet to nie jest pewne, gdyż najstarszy - Gabe podejmuje decyzję o przeniesieniu się na stały ląd bez reszty rodzeństwa...
Finna (młodszego brata) i Kate rani to jeszcze mocniej kiedy to dowiadują się, że wisi nad nimi groźba utraty domostwa w wyniku nie opłacania najmu. Wówczas Puck nie ma wyjścia... chcąc zatrzymać przy sobie Gabe jak najdłużej i zyskać szansę spłacenia długu posówa się do ostateczności - startuje w Wyścigu Skorpiona...

Dziewczyna trenuje, wkońcu od zwycięstwa zależy wszystko. Wystartuje jednak nie na each uisce, tylko na swojej ukochanej klaczy Dove. Będzie pierwszą kobietą w wyścigu i pierwszym uczestnikiem pędzącym nie na koniu wadnym, a lądowym. Jako pierwsza złamie zasady niepisanego prawa...

Oczywiście nie zabraknie tu przystojnego faceta na nieprzeciętnym, potężnym ogierze - Sean'a Kendrick'a. Czterokrotnego zwycięscy Wyścigu Skorpiona, któremu tym razem o wiele bardziej zależy na zwycięstwie. Musi wygrać... tym razem naprawdę musi...

Książka mnie naprawdę urzekła. I tym razem nie wątkiem miłosnym, który mówiąc szczerze wypadł dość kiepsko, a swoją oryginalnością. Autorka stworzyła własną wersję mitu, która aż się prosi o przeczytanie. Pierwszy raz spotkałam się z powieścią o takich niezwykłych stworzeniach. Pani Stiefvater niesamowicie opisuje każdy szczegół związany z tymi krwiożerczymi końmi i można odnieść wrażenie, że rzeczywiście ma się do czynienia z takimi istotami. Podejrzewam, że autorka naprawdę lubi jeździć konno, w każdym bądź razie o tym świadczą te wszystkie dokładne i cudowne opisy - chodź mogę się mylić...
Mimo, że liczyłam na coś bardziej dramatycznego, zakrawającego o "Igrzyska Śmierci", to zostałam pozytywnie zaskoczonona i w żadnym wypadku nie żałuję jej przeczytania, jednakże uważam, że dobrze zrobiłam nie wydając na nią pieniędzy...

No właśnie, teraz czas na niedociągnięcia i wady...
Po pierwsze akcja, a właściwie jej brak... Autorka skupiając się na przemyśleniach głównej bohaterki i tworzeniu wyspy nie dopracowała wątków z akcją i czytelnik musi czekać niemial do końca książki na tytułowy Wyścig Śmierci. To zdecydowanie na minus. Został jeszcze jeden;
a mianowicie przedstawienie relacji pomiędzy Sean'em i Kate. Pierwsze spotkania - w porządku, jednak gdy lektura dobiegała końca coraz bardziej byłam nimi zawiedziona... Maggie Stiefvater bowiem zupełnie moim zdaniem się do tego nie przyłożyła... krępowała się? Nie wiem... ale zabrakło mi w tym związku "ognia". Normalnie: jesteś ty, jestem ja i jest fajnie... Okropnie się zawiodłam, zwłaszcza, że zapowiadał się obiecująco... No ale nie będę przekreślać całej książki ze względu na ten szczegół.
Książkę czytało mi się bardzo przyjemnie i szybko. Nie czułam żeby mi się ciągła, ani nie irytowała. W dodatku została napisana w mojej ulubionej narracji - pierwszosobowej :))

No nic, na zakończenie pozostaje mi tylko ją Wam polecić, nie pożałujecie!
Do zobaczenia!

Już niedługo recenzja książki pt. "Przysięga" Kimberly Derting!



2 komentarze:

  1. Fajna recenzja, przyjemnie napisana :) Bardzo lubię tą książkę, chociaż tej autorki bardziej przypadła mi do gustu trylogia ,,Drżenie''

    www.zaczytanyblog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi się ta książka nie spodobała :P Jej akcja jak dla mnie wlecze się niemiłosiernie i jest miejscami okropnie nudna
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń

Czytelniku! Jeżeli dobrniesz do końca mojego postu, zostaw po sobie jakiś ślad, komentuj, pytaj, jeżeli jesteś blogerem na pewno odwiedzę Twoją stronę i się odwdzięczę :)
Przy komentowaniu bądź kulturalny i nie spamuj.